piątek, 19 maja 2017

Hybrids. Half a year ago -> now.

Od czasu do czasu trzeba zrobić zdjęcie, zapisać wymiary, efekty... Z czasem stworzymy bardzo fajną historię. W tym przypadku chcę wam przedstawić efekty nauki malowania paznokci. Tak, tak. Tak banalnej rzeczy. Ale uwierzcie początku nie są tak kolorowe ;)
Po pół roku tworzenia hybryd przychodzę z pierwszymi efektami nauki. Hybrydy robiłam praktycznie non stop. Były czasami tygodniowe przerwy. Nie o tym jednak chciałam powiedzieć. Pół roku daje mi już większą wiedzę oraz większą precyzję. Na prawdę nie sądziłam, że tak szybko będę robić manicure na całkiem ok poziomie. Oczywiście trwałość ich nie jest cudowna, ponieważ kolorowe lakiery mam z taniej marki. Zaś bazy już z lepszej. Dlatego w początkach nie potrafiłam dobrze ogarnąć tych produktów. Po zakupie pierwszej bazy od razu widziałam różnicę.


Oto moje najnowsze perełki. Są tak cudowne, że wciąż się im przyglądam. Do tej pory cały czas bawiłam się w jakieś wzorki itd. Brakowało mi idealnej precyzji więc stwierdziłam, że teraz przejdę na jedno kolorowe paznokcie. Jeśli ktoś chce zobaczyć jaki spory krok zrobiłam od ostatnich hybryd, zapraszam tutaj.

A jakie były wasze początki? Zaliczyłyście jakieś wpadki? xoxo

wtorek, 16 maja 2017

Review #22: Lovely Gold Highlighter.

Rozświetlaczo mania panuje już od którego roku  z rzędu. Wydaje mi się, że moda ta na długo nas nie odstąpi. Jeśli ktoś zakocha się w rozświetlaniu kości policzkowych to na zabój. Dobre produkty tego typu, co mnie cieszy, łatwo jest znaleźć w najbliższej drogerii. Są dzięki temu dostępne dla każdego. Jedyne co nam pozostaje to wybrać odcień ciepły lub chłodny.
Zapraszam na krótką recenzję rozświetlacza Lovely!

niedziela, 14 maja 2017

I'm blonde... again.

Stało się! Po raz kolejny i ostateczny zmieniłam kolor włosów. Poprzedni bardzo mi się podobał, nie mogę powiedzieć, że nie. Jednak jedynym wyjściem było farbowanie odrostów na ciemny brąz a wręcz czarny a tego nie chciałam. Myślałam, że ten brąz będzie jaśniejszy ponieważ chciałam wrócić do swojego koloru bez kolejnego farbowania. Prawdopodobnie jakoś przeżyłabym ten niechlujny odrost. Okazało się jednak, że w czerwcu mam kilka imprez w tym jedną gdzie będę upamiętniona na zdjęciach. I tu pojawił się problem. Nie chciałam zostać zapamiętana przez nowego członka rodziny jako osoba z 3 kolorami na głowie i dziwną fryzurą. Rozważałam związanie w kok, ale nic mnie nie zadowalało. Wykończenie przy twarzy był bardzo niskiego poziomu. I wyglądałam jak jajko :D I tak podjęłam decyzję o zmianie koloru na jaśniejszy.

Niestety nie mam zdjęcia ukazującego odrosty, które miały już blisko 10 cm.

czwartek, 11 maja 2017

Magic muffin...

Czyli mugcake. A czemu jest to tak wyjątkowe? W połączeniu kilku prostych składników otrzymamy piękną muffinkę. Oto przepis.
Składniki:
-2 łyżki mąki
-15 g białka
-słodzik
-łyżka oleju
-2 jajka
-orzechy
-1/2 łyżeczka proszku do pieczenia
-dodatki na wierzch
Wykonanie:
Wszystko razem zmiksować. Piec w mikrofali ok 5 min.


Czyż nie wygląda obłędnie pięknie i smakowicie? Niestety wszystko to jest zachwalane w internecie nie zawsze jest piękne na żywo. Owszem przepis miał jakieś potencjał. Niestety jest to absolutny bubel. Wykonałam według przepisu dokładnie co do szczegółu. Nalałam do 4 foremek i piekłam 5 minut. Wyrosły pięknie. Koloru nie miały ale na zdjęciu też tak było. Okey. Posmarowałam prowizorycznie dżemem na wierzchu i ugryzłam. Fuj fuj fuj! Nie dość, że suche jak diabli. To po brzegach jakby nie dopieczone a w głębi muffinki istny kamień. Koszmar. Co do smaku był prawie ok. Brakowało jakiejś słodyczy, troszkę. Do tego samo ciasto jakby się skurczyło i przechyliło się w jedcną stronę. Ogólnie nie nadawało się to nawet dla zwierząt. Kompletne dno. W takich momentach zawsze jest mi szkoda składników... A mogłam je tak dobrze wykorzystać. No cóż. Czasem bywa i tak. Patrząc na ilość postów i ideałów w internecie aż musiałam napisać o tym, że czasem internet kłamie. I aby naleść ten idealny przepis trzeba wiele zmarnować produktów ;p xoxo

poniedziałek, 8 maja 2017

Shopping on sale. Rossmann -49%.

Cześć!
Na przecenach Rossmannowskich byłam już chyba 3 razy. Tym razem jednak poszalałam ale z listą zakupów. Z czego jestem dumna. Na początku dodałam post o moich planach zakupowych. Spełniłam swoje założenia w większość. Zakupiłam to co najważniejsze. Na szczęście poprawiłyście mnie, że nie ma podziału na produkty. A było 9 dni w które było -49% na produkty do makijażu. 
Już pisałam w tamtym roku jak ta przecena wpływa na ludzi i tworzy się małpi gaj.
W tym roku atmosfera było dużo lepsza. Chyba dzięki temu, że przecena była na wszystko. Również produkty były non stop dowożone. I to mi się podoba. Wcześniej wyglądało to tak, że przeceny wydawały się dla mnie wypychaniem starych produktów. Na szczęście zmieniło się to.


Zakupiłam:
•eyeliner-ponownie ten sam. Bardzo dobrze się sprawdza.
•tusz Studio Lashes- genialny, szkoda, że nie wodoodporny.
•puder bananowy. Bardzo ładnie matowi i pachnie.
•2 pomadki Maybelline. Wybrałam chyba dwa najcudowniejsze odcienie.
•bronzer Lovely. Niestety wtopa. Okazało się dopiero w domu, że ma on dwa odcienie. Pani w sklepie nie chciała wymienić mi go na jaśniejszy odcień. Pierwsze podejście z nim do malowania okazało się katastrofą. Zobaczymy jak dalej.
•korektor affinitone. Ładuje pracuje. Zobaczymy jak dalej będzie się testować. Nie mam pojęcia czemu nie mam go na zdjęciu.

Jak widzicie nie jest tego dużo. Kupiłam tylko to czego mi brakowało lub się skończyło. Ostatnio tak się zastanawiałam nad skompletowaniem takiego pełnego zestawu makijażowego z wyższej półki cenowej. Co byście mi polecił? Możecie polecać wszystko, od baz po tusze ;) xoxo

piątek, 5 maja 2017

Crochet tablecloth.

Witam!
Dziś opowiem wam o moim małym dziele. Mam nadzieję, że coś takiego również was zainteresuje.

Od 2 lat tworzyłam ten obrus. Przez pierwsze dwa tygodnie zrobiłam blisko 70%. Potem niestety złapał mnie tak ogromny leń, że nie mogłam zmotywować się do ukończenia go. Ostatecznie skończyłam go przed świętami Wielkanocnymi. Nie mierzyłam jego dokładnej długości ale idealnie pasuje na 3 metrowy stół.  Zużyłam na niego około 13/14 dużych kordonków. Tak więc gdy ktoś pyta mnie ile taki obrus kosztuje mam do wyboru powiedzenie absurdalnej ceny lub po prostu, że jest bezcenny ;) Zresztą nie wiem, czy mam ochotę powtarzać proces twórczy jeszcze raz. Mimo, że moja prędkość tworzenia na szydełku jest bardzo dobra to nie jest to wystarczający argument ;D W końcu wiem co czują osoby, które męczą się nawet z małym kwiatuszkiem.